Bob's return


Wszyscy, którzy są tu ze mną od jakiegoś czasu, pamiętają zapewne fryzurę, którą nosiłam przez kilka ładnych lat. Fryzurę, którą uwielbiałam, ale która nie pozwalała na żadne zmiany. Klasyczny bob, raz krótszy, raz nieco dłuższy, towarzyszył mi przez dłuugi czas. Zaletą tego cięcia było to, że nie musiałam z nim kompletnie nic robić. Moje proste włosy nie wymagały żadnego układania, po umyciu wystarczyło je rozczesać. To, co było zaletą tej fryzury, okazało się po dłuższym czasie także jego wadą.
Krótka grzywka nie pozwalała na żadną zmianę, a długość włosów nie nadawała się do spięcia. W pewnym momencie przestałam podcinać samą grzywkę i to był najgorszy moment przechodzenia od jednej fryzury w kolejną. Kto przechodził ten etap, to wie, jaka to męczarnia.
Jednak od czasu do czasu nachodzi mnie chęć powrotu do tego uczesania (spora w tym zasługa serialu "Kryminalne zagadki panny Fischer"). Wtedy podpinam włosy z tyłu, a z przodu roluję je w sztuczną grzywkę. To jednak nie to samo. Żeby nie ulec pokusie, przypominam sobie etap zapuszczania włosów oraz fakt, że z tamtą fryzurą nic nie mogłam robić.   
Postanowiłam za to sprawić sobie perukę. Dokładnie z takim uczesaniem, jakie kiedyś miałam. Po co? Ano właśnie po to, żeby od czasu do czasu mieć tamtą fryzurę. Bez konieczności ścinania włosów. Nie zakładam jej na co dzień. Ale imprezy to co innego.
Jak widać nie jestem mistrzynią wiązania krawatów

Koszula Orsay / Krawat - H&M / Rękawiczki - Aryton / Przypinka Laibach / Peruka - Party Box


No comments:

Post a Comment